Zapraszam do lektury felietonu Mateusza Sierpowskiego ucznia Elektronicznych Zakładów Naukowych.
Mijałem dziś osiedlowy kiosk (jeden z niewielu, który ostatkiem sił walczy z pobliskim marketem). Cały wręcz wykrzykiwał informacje o mordzie dokonanym we Francji. „Świat poruszony tragedią na terenie Paryża.”; „Grupka uzbrojonych ekstremistów islamskich wdarła się do siedziby francuskiego pisma satyrycznego „Charlie Hebdo”, mordując 12 osób.”. Malutki budyneczek stojący na granicy chodnika wykrzykiwał wręcz podobne hasła. Podobno do tak niegodziwego kroku terrorystów popchnęła działalność tygodnika, ukazującego w karykaturalny sposób postacie związane ze światem islamskim. Niezwykle często pojawiały się tam prześmiewcze rysunki Mahometa bądź muzułmanów. Po powrocie do domu prześledziłem szybko całą twórczość tego magazynu. Parodiował on również religię chrześcijańską, judaistyczną czy chociażby skrajną prawicę. Prawdziwe wydało mi się stwierdzenie, że treści pojawiające się na jego łamach były niespotykanie kiepską satyrą, przedstawianą niejednokrotnie w niesmaczny sposób. No, ale co zrobić? Mamy wolność słowa, prawda? W podobnych przypadkach pojawia się jednak pytanie, jak długo taką wolność można tolerować?
Zgłaszam wiele facebookowych komentarzy do usunięcia przez moderatora. Przyznaję się do tego otwarcie i bez choćby odrobiny zażenowania. Denerwuje mnie, kiedy grupa chłopczyków, których łyse głowy często odbijają więcej światła niż dają zapalone przez nich race na Marszu Niepodległości, próbuje skrzywdzić osobę posiadającą inne od nich samych poglądy lub chociażby prezencję osobistą. Ich wypowiedzi są tak pełne nienawiści i całkowitego braku tolerancji, że jedynym racjonalnym sposobem wyjaśnienia ich rozgoryczenia są problemy z własną osobowością. Wkurza mnie mowa nienawiści, która dyskryminuje ludzi ze względu na cechy niemożliwe lub niezwykle trudne do zmiany. Może od teraz, drogie kucyki, zaczniemy pluć również w twarze niebieskookich? Wszystko, co narusza czyjąkolwiek wolność, powinno zostać przynajmniej usankcjonowane. To bowiem podstawowa granica wolności – jest nią wolność drugiego człowieka. Przedstawienia papieża jako zielonego ze złości człowieka, nakazującego biskupowi robienie kina na poziomie Polańskiego w kwestii pedofilii w Kościele nie uważam za przewinienie, z które „Charlie Hebdo” powinno zostać jakkolwiek ukarane ze strony państwa. Podobnie rzecz się ma z rysunkiem islamskiego ekstremisty, próbującego zamordować niewiernego, którym, w jego mniemaniu, jest sam Mahomet czy papieża trzymającego nad głową prezerwatywę i wypowiadającym słowa:
„Oto ciało moje”. W moich oczach jest to odpychająca twórczość, która mnie samego nie bawi. Nie czuję jednak również oburzenia. Twórczynie i twórcy nie ukazali wyznawców i wyznawczyń tych religii jako osób mniej wartościowych od nich samych. Zaprezentowali jedynie własną krytykę nieakceptowanych przez niego skrajnych ruchów lub postaci, których hipokryzja przekracza wszelkie dopuszczalne granice. Krytykę, do której każdy ma prawo. Krytykę, która nie jest opierającą się na nienawiści, nieuargumentowaną obelgą. Krytykę, której ograniczenie cofnie nas do czasów, o których tak bardzo wszyscy pragną zapomnieć – łamiącego prawa człowieka na każdym kroku okresu komunizmu w Polsce. Krytykę, za którą twórcą i twórczyniom przyszło zapłacić życiem w mieście, w którym po raz pierwszy wykrzyczane zostało hasło Liberté-Égalité-Fraternité.
Czyli co? Mamy tolerować całkowity brak poczucia smaku, często głupotę, denne spostrzeżenia i niedojrzałe wyśmiewanie wszystkiego, co ktoś uważa w tym świecie za zło konieczne? Oczywiście, że tak! Tak długo, dopóki nie naruszy to granic naszej wolności, które w niektórych przypadkach są zdecydowanie za ciasne.
